Dla GKS-u Tychy i jego kibiców ma to być prawdziwe święto, dla Wisły jedynie kolejny przystanek w drodze po końcowy triumf w Pucharze Polski. Czyje będzie dzisiaj na wierzchu? Trudno sobie wyobrazić inny scenariusz niż zwycięstwo “Białej Gwiazdy” w meczu 1/8 Pucharu Polski.
W przypadku dzisiejszej konfrontacji obu drużyn można śmiało powiedzieć, że zagra lider z liderem. Tak, tak, to nie pomyłka - gospodarze przewodzą bowiem śląskiej grupie IV ligi, a Wisła jest na pierwszym miejscu w ekstraklasowej tabeli. Mimo iż obie drużyny dzielą trzy klasy rozgrywkowe,
to trenerzy krakowskiej ekipy przestrzegają jednak swoich podopiecznych przed lekceważeniem rywali.
- Pamiętam doskonale, że gdy prowadziłem trzecioligowy wtedy Znicz Pruszków to napsuliśmy mnóstwo krwi Groclinowi - wspomina asystent Macieja Skorży, Andrzej Blacha. - Przegraliśmy
co prawda wtedy, ale Groclin strzelił bramkę na wagę awansu dopiero w samej końcówce meczu.
Tak już jest z drużynami niżej notowanymi, które mają okazję zagrać z pierwszoligowcem. Stają na głowie, żeby sprawić niespodziankę.
Blacha jako główny atut tyskiej ekipy wskazuje waleczność i doświadczenie kilku graczy,
którzy występowali nawet na pierwszoligowych boiskach. To Wisła ma jednak jechać jak po swoje,
bo szacunek do przeciwnika szacunkiem, ale przecież trudno, żeby najlepsza drużyna w kraju obawiała się meczu z czwartoligowcem.
Trener Skorża żałuje tylko, że jego podopieczni nie będą mogli liczyć na wsparcie krakowskich kibiców, na których przyjęcie nie zgodziła się tyska policja. Wiślacy będą musieli zatem radzić sobie sami z niechęcią miejscowych fanów (mają tzw. zgodę z Cracovią), których na trybunach powinno zasiąść ok. 7 tysięcy.
Przejdźmy do spraw czysto sportowych. Wczoraj informowaliśmy, że w Tychach nie zagra Dariusz Dudka, który ma rozbitą głowę po meczu z Legią. Pod znakiem zapytania stał również występ Marka Zieńczuka, który również ucierpiał w starciu z jednym z legionistów.
Znaku zapytania już nie ma, a “Zieniu” zostaje w Krakowie, by w spokoju przygotować się do meczu
z ŁKS-em. Na Górny Śląsk nie pojechał wczoraj jeszcze jeden podstawowy zawodnik.
Mowa o Kamilu Kosowskim, który nie trenował z drużyną, tylko truchtał wokół boiska.
- Nie będziemy ryzykować zdrowiem Kamila - mówi Maciej Skorża. - Chcemy mu dać czas,
żeby wyleczył się do końca i w Łodzi mógł już zagrać w pełni sił. Do zespołu wróci natomiast dzisiaj Arkadiusz Głowacki, wielki nieobecny meczu z Legią. - Jedziemy w najsilniejszym składzie, jaki mam obecnie do dyspozycji - podkreśla Skorża. - Puchar Polski traktujemy tak samo poważnie jak ligę.
Po prostu chemy zdobyć to trofeu.
Źródło: Bartosz Karcz - POLSKA Gazeta Krakowska







