Jeśli Real się zgodzi, zimą odejdę do ligi angielskiej. Nawet w największym klubie świata ławka rezerwowych mnie frustruje, a marzy mi się Euro 2008.
Mówił Pan, że Realowi się nie odmawia. Kiedy zdał pan sobie sprawę, że jednak chce odmówić?
- Tak osobiście to w Madrycie wciąż jestem szczęśliwy, ale siedzenie na ławce rezerwowych zaczyna mnie wykańczać. Dość mam odcinania kuponów. Nie mam 25 lat. Przychodząc do Realu wiedziałem, że będę grał mało, ale nie gram w ogóle. Czas to zmienić, dać sobie ostatnią szansę, zwłaszcza, że za siedem miesięcy Polska gra na Euro 2008. A ja, gdybym grał w klubie,
miałbym szansę jechać.
Leo Beenhakker to panu powiedział?
- Z trenerem nie rozmawiałem bardzo dawno, ale ponieważ na mecze z Belgią i Serbią umieścił moje nazwisko na liście rezerwowych to znaczy, że całkiem o mnie nie zapomniał. Kilka razy Leo mówił też o mnie w wywiadach. Szanse więc są. Sytuacja Artura Boruca jest komfortowa: w klubie jest gwiadą, w reprezentacji gra świetnie. Ale Kuszczak i Fabiański są w MU i Arsenalu w sytuacji niemal takiej jak ja w Realu. Z nimi mam chyba szansę powalczyć, gdybym grał w klubie.
De Zeeuw mówi, że bez problemu znajdzie panu klub w Premier League.
- Kiedy odchodziłem z Liverpoolu, miałem kilka ofert z ligi angielskiej i jedną z hiszpańskiej. Konkretne i za większe pieniadze. Ale zamarzyłem o Realu więc tamte propozycje odrzuciłem. Teraz jednak czuję, że to ostatni moment, by nie skazywać się na przedwczesną emeryturę.
Źródło: Gazeta Wyborcza







