Ważą się losy mistrzowskiego tytułu w szkockiej Premier League. Po weekendowych spotkaniach układ tabeli pozornie wydaje się być znakomity dla Celticu Glasgow.
Drużyna Artura Boruca jest na pierwszym miejscu, z czterema punktami przewagi nad odwiecznym rywalem Rangersami. The Gers mają jednak do rozegrania jeszcze trzy spotkania i jeżeli wygrają je wszystkie, to nic nie odbierze im tytułu.
Celticowi pozostał już tylko mecz z Dundee United. Znając poziom ligi szkockiej, w której poza ekipami z Glasgow nikt inny się nie liczy, możemy ze sporym prawdopodobieństwem założyć, że Rangersi sięgną po swój 52. tytuł w historii. Pod tym względem są lepsi od Celtów, którzy mistrzostwo zdobyli 41. razy. Wiary w końcowy sukces nie traci z pewnością Boruc, dla którego byłby to trzeci tytuł mistrza Szkocji. W niedzielę Polak zdołał zachować czyste konto w meczu z Hibernianem. Przed spotkaniem eksperci przewidywali, że Celtic może mieć problem z sięgnięciem po trzy punkty.
W tym sezonie Hibernian już dwukrotnie nie dał im się pokonać, a ich motywację zwiększał fakt, że wciąż liczyli się w walce o miejsce w Pucharze UEFA. I rzeczywiście, goście postawili Celticowi w to niedzielne popołudnie twarde warunki, aczkolwiek objawiało się to głównie w liczbie fauli, a nie w sytuacjach podbramkowych. Boruc popisał się kilkoma udanymi interwencjami na przedpolu, ani razu nie znalazł się jednak w poważniejszych opałach. Celtic w końcu wygrał ten mecz 2:0, głównie dzięki dobrze wykonywanym stałym fragmentom gry. W 36. min, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Shunsuki Nakamury, gola głową zdobył Stephen McManus. Ten sam piłkarz w drugiej połowie asystował przy golu Scotta McDonalda.
Źródło: POLSKA Gazeta Krakowska







