Zaczęliśmy myśleć o wszystkim, ale nie o grze w piłkę. Dyskusje z arbitrem i kartki za głupotę to nie jest to, czego oczekuję - irytuje się szkoleniowiec Cracovii, Stefan Majewski.
Bez fundamentów
Kiedy dobiegał końca poprzedni sezon, w obozie Cracovii nikt nie miał prawa myśleć o arenie międzynarodowej. Splot okoliczności spowodował jednak, że „Pasy” przystąpiły do boiskowej rywalizacji wcześniej niż krajowi konkurenci. Jednak ci, którzy spodziewali się przyjemnych doznań, musieli obejść się (nie)smakiem. Również opiekun krakowskiej drużyny, Stefan Majewski.
- Było coś, co w tym roku zdenerwowało pana bardziej niż nieudany start w Pucharze Intertoto?
- Nieudany? To był bardzo nieudany start. Szachtior Soligorsk był absolutnie w naszym zasięgu. W pierwszym meczu szyki pokrzyżowała nam czerwona kartka ujrzana przez naszego zawodnika już w 30 minucie gry (Kamil Witkowski - przyp. red.). W rewanżu wszystko toczyło się dobrze do momentu utraty pierwszej bramki z rzutu karnego. Potem zaczęliśmy popełniać błędy, które nie miały prawa się zdarzyć.
- Winę zrzuca pan na mentalność piłkarzy…
- Oczywiście. Wszyscy mówią, że nie byliśmy dobrze przygotowani fizycznie. A to nieprawda. Pod tym względem na boisku w ogóle nie było widać różnicy. Po prostu w pewnym momencie zaczęliśmy myśleć o wszystkim, ale nie o grze w piłkę. Dyskusje z arbitrem i kartki za głupotę to nie jest to, czego oczekuję.
- Nie udało się tego wpoić zawodnikom, z którymi współpracuje pan przez ponad półtora roku?
- Widocznie nie do końca. Gorsza sprawa, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz moja drużyna straciła pięć bramek w dwóch meczach!
- Czyli do dyspozycji sportowej również ma pan zastrzeżenia…
- Przede wszystkim mam pretensje za niewykorzystane okazje do zdobycia bramki. Przypomnę jednak, że z różnych powodów nie mogłem skorzystać ze wszystkich zawodników. Tak naprawdę miałem do dyspozycji ledwie dwóch napastników.
- Jesienią takich kłopotów też może nie brakować. Wiadomo już, czym ma się zakończyć dla Cracovii najbliższy sezon?
- To pytanie, na które nie mogę jeszcze dzisiaj odpowiedzieć. Zespół jest w trakcie przebudowy. Myślałem, że fundamenty już mam. Tymczasem okazało się, że formacja obronna nie jest jeszcze szczelna. W tym zakresie czeka nas mnóstwo pracy.
- A nie jest trochę tak, że niespodziewany udział w Intertoto Cup zburzył panu misternie ułożony plan przepracowania okresu przygotowawczego?
- Nic podobnego. Rozmawiam z panem, jadąc na obóz do Słowenii. Będziemy kwaterować w miejscu, z którego do Sturmu - areny naszego niedoszłego meczu z kolejnej rundzie Pucharu Intertoto - mamy niespełna 50 kilometrów. Nie może być więc mowy o jakichkolwiek zakłóceniach tego, co zaplanowaliśmy sobie wcześniej.
- Jest pan zadowolony z dotychczas przeprowadzonych transferów?
- To na pewno nie koniec naszej ofensywy. Jesteśmy i nadal będziemy aktywni na rynku transferowym. Nietrudno zauważyć, że stawiamy na młodzież. Czas pokaże, czy to słuszny kierunek.
- Nie drży pan, patrząc na zbrojenia ligowych rywali?
- A któż to zrobił takie zakupy, żeby się go bać? Nie widzę takiego potentata, więc powodów do niepokoju w tej chwili nie ma. Do nas dołączył Marcin Krzywicki i Marek Wasiluk. I niech się tym martwią inni.
- Podczas Euro 2008 nie zaobserwowaliśmy nowych trendów w ustawieniu czy taktyce. Może „Pasy” - z nowymi zawodnikami w składzie - szykują w tej materii coś zaskakującego?
- Rzeczywiście, mistrzostwa Europy szczególnych zaskoczeń nie przyniosły. Większość drużyn stawiała na ustawienie w teorii defensywne, czyli - jeden wysunięty napastnik i dwóch pomocników zorientowanych na destrukcję. Mogę zapewnić, że Cracovia grać będzie dwoma zawodnikami w napadzie. Nie ukrywam, że - nie tylko na tej płaszczyźnie - przechodzimy przez początkową fazę przygotowań. A to oznacza, że o spodziewanych korzyściach pogadamy później…
Źródło: Sport







